MOREK - Wyrwany śmierci z kościstej ręki.Po latach zwrócił ku niej głowę,odszedł...teraz biega znów młody.

31.01.2014 r.
Morek..nasz kochany staruszek, który żył zawsze tak, jakby chciał każdy dzień poznawać na nowo. On już nie szukał domu. Znalazł go - w przytulisku. Już nie patrzył na obcych sobie ludzi - po co - miał swych przyjaciół na miejscu! Nawet gdy nogi odmawiały posłuszeństwa, nawet gdy kości bolały, zawsze podnosił głowę i machał radośnie ogonem na widok swych przyjaciół. Patrzył z miłością, tak wielką, że ciężko byłoby ją opisać.
Morek był z nami długo, trafił do nas jako szkielet psa, zjadany żywcem przez robale. Trafił do nas z ulicy, po której chodziło mnóstwo ludzi, trafił do nas, bo tylko my mogliśmy mu pomóc. Podarowaliśmy Morkowi spokojną starość, namiastkę domu i rodziny - żałujemy, że nie mogliśmy zrobić więcej.
Żegnaj piesku! - Woła rozum.
Do widzenia - szepcze serce. - Do zobaczenia za Tęczowym Mostem.
Imię: Morek

wiek: 14 lat
wielkość: duży, ok 30 kg
stosunek do dzieci: lepszy dom bez dzieci
stosunek do psów: pozytywny do suń, nie lubi samców
stosunek do kotów: pozytywny
Wokół kręciło się mnóstwo ludzi. Spieszyli do swych spraw. Nikt się nie obejrzał … nikt nie zauważył leżącego, ledwie żywego psa… właściwie żywego szkieletu. Kości obciągnięte skórą.
Pies podniósł się chwiejnie na nogi. Patrzył z niemą prośbą na ludzi. Ale ludzie nie patrzyli na niego. Wtedy ktoś go dostrzegł,ogon psa nieśmiało się poruszył, ale zamiast dobrego słowa i choć skórki chleba w psa poleciał kamień …Pies odszedł chwiejnym krokiem z smutnie zwieszoną głową. Odszedł i szukał śmierci, bo tylko ona mu pozostała…

Jednak śmierć z głodu, wycieńczenia i od ugryzień tysiąca robaków nie nadeszła. Znalazł się za to człowiek, który zamiast kamieniem,rzucił psu dobry kęs, a potem zabrał ze sobą do lecznicy. Tam okazało się, że ten szkielet psa żywcem zjadany jest przez pchły i inne robactwo.
Mało tego, stan psiaka wskazywał na długotrwałe głodzenie, a ślady na szyi pozostały po latach spędzonych na ciężkim łańcuchu…
Pies,zwany dalej Morek, nie miał łatwego życia, nie spotkał na swej drodze zbyt wielu dobrych dusz, Ale pomimo tego chciał żyć! Nie poddał się!
Morek trafił do hotelu, gdzie powoli dochodzi do siebie. Już po 4 tygodniach nikt by go nie poznał! Nabrał ciała, sierść przeżarta przez robale, ładnie mu odrasta. Co najważniejsze jest zdrowy! Niema stałych szkód spowodowanych głodówką – to prawdziwy cud!
po kilku ciężkich latach poznał co to dobry dotyk ludzkiej ręki.Teraz ma po co żyć – dla człowieka. On łaknie ludzkiego głosu i dotyku równie mocno jak niemowlę mleka matki. Godzinami mógłby przesiadywać oparty o kolana swego przewodnika .. a w zamian broniłby go przed każdym!

Na spacerach ładnie chodzi na smyczy, lubi sobie poczłapać zaopiekunem, czasem go coś zainteresuje, ale to spokojny i opanowany psiak.
W stosunku do psów i suczek uległy, przyjacielski, jedynie jedzenia broni – potrafi warknąć na innego psa gdy coś je – ale kto by się mu dziwił? Pełna miska to dla niego wciąż nowość …

Jeśli interesuje Cię los Morka – napisz, zadzwoń, zapytaj o niego!
Może Jesteś samotny/a tak samo jak on? Może nocami patrzycie na te same gwiazdy i marzycie o przyjacielu? To marzenie może się spełnić! Daj mu odrobinę dobrego życia , którego nigdy nie zaznał.

Morek to ok10 letni psiak w typie labradora.
Jest odrobaczony , odpchlony i zaszczepiony. Pies ma zrobione kompleksowe badania krwi i moczu.
18 lipca 2013
Morek coraz starszy....czy już nigdy nie zazna miłości rodziny? On wciąż wierzy, ma nadzieję, że ktoś powie do niego magiczne słowa, które zmienią wszystko - chodź ze mną.
Morek ma niewielkie problemy z węchem i wzrokiem, ale nadal jest radosny i jak tylko może dumnie towarzyszy opiekuną na spacerach.
Styczeń 2014 r
Morek ma dni lepsze i gorsze, ale to nadal wspaniały i wytrwały psiak.