Wujek Kot się pomylił

- Idą święta! Idą święta! - krzyczał radośnie, choć nie do końca wiedział, co to znaczy.

Dopiero co otworzył oczy kilka dni wcześniej. Śnieg ujrzał wczoraj, a dziś po raz pierwszy przekonał się, że to nie jakiś miękki puch – jak z poduszki, ale zimny twór, co mrozi łapki! Mimo że zimno, to za nic nie przegapiłby zabawy z rodzeństwem na tym białym tworze! Pod bacznym okiem matki czuli się bezpiecznie. Figlom nie byłoby końca, gdyby troskliwa sunia nie zagoniła swych pociech z powrotem do domu. Już koniec zabawy maluchy, musicie się ogrzać – mówiły jej oczy. 
Po szaleństwach na śniegu cała piątka usiadła na dywanie, ku rozpaczy właścicieli suczki. Mokre plamy było widać już z daleka, a gdzie niegdzie śnieg zmieniony w bryłki lodu osiadał na dywanie niczym małe yeti.

Po chwili odpoczynku psiaki rozbiegły się po pokoju. Tu spadł kwiat, tu przewróciło się krzesło, a tam...tam jeden psiak spadł z kanapy...człowiecza rodzina chwytała się za głowy – ale to maluchy, mówili sobie, one muszą rozrabiać! Za to psia matka położyła się na posłaniu i zakryła głowę łapami – teraz niech ktoś inny zajmie się czeredą diablików! Ona idzie spać!

To wtedy właśnie do pokoju wszedł z wysoko uniesionym ogonem dumny kot. Kocur, wielki, potężny i doskonale wiedzący jak radzić sobie z maluchami. Właściwie nie musiałby na nich zwracać większej uwagi, ale zawdzięcza ich matce życie, więc jest jej coś winien. Poza tym bardzo ją lubi, do czego oczywiście nigdy by się nie przyznał. Tak więc wyczuwszy, że sunia ma dość piątki szczeniąt, wszedł do pokoju i usiadłszy na środku dywanu zaczął swą opowieść..
*
- Dawno temu, gdy świat był jeszcze młody, ludzie niedoświadczeni nie mieli tak wielkich domów, a psy wiodły życie u ich boku skrajnie odmienne od tego co dziś, na świecie panował wieczny nieład. W tym nieładzie jednak był porządek rzeczy. Człowiek był panem, pies tylko..psem. Niemą istotą, która czasem dostawała resztki ze stołu....

- A koty? Co było z kotami? - wyrwało się jednemu maluchowi.

- Koty? Koty podobnie jak dziś, chadzały tam, gdzie chciały. Ludzie byli dla nich tylko dostarczycielami myszy...bo wiadomo do dziś, że tam gdzie dwunożni zakładają swe siedziby, tam pojawią się setki gryzoni. Koty na tym korzystały. Czasem, któryś zapragnął innego życia i mieszkał wraz z człowiekiem i podobny był do psa, ale i tak radził sobie sam, sam zdobywał pożywienie.

Wróćmy jednak do psów. Psy nie miały łatwego życia. Nie było ogrzewania, piecyków, kaloryferów i kocyków pod nimi. Nie było pełnej miski. A mimo to psy kochały ludzi. Mało kto jednak zdawał sobie sprawę, że pies też czuje, kocha, a jego miłość jest bezgraniczna. Cierpiały na tym psy – niezrozumiane przez „panów” i cierpiał człowiek, nieświadomie, nie znając tych uczuć, nie widząc psiej duszy.

Wtedy na Ziemi nadszedł czas zmian. Pojawił się Człowiek zesłany przez wyższy byt, człowiek, który miał naprawić to, co inni zepsuli przez swą niewiedzę. Była zima, zły wtenczas okres dla każdego. Człowiek narodził się ubogi. Ale miał rodzinę, miał w życiu ten cel, który napędzał go do działań. Człowiek ten zmarł młodo, zabity przez innych. Tych którzy bali się zmian. Mimo swego krótkiego życia wiele udało mu się zmienić, wielu ludzi nauczył, jak powinni żyć. Do dziś obchodzi się raz do roku, pod jego koniec, święto upamiętniający tamten odległy w dziejach dzień. Dzień Bożego Narodzenia.

Widzicie tą choinkę? I te świecące ozdoby? To właśnie święta nadchodzą. Czas pokoju, rodzinnej zabawy, radości. Czas prezentów! - Stary kot zamilkł na chwilę, spojrzał na gromadkę wpatrzonych w niego szczeniąt. Po czym kontynuował opowieść – Dla psów i innych zwierząt ten dzień jest równie ważny, jak dla ludzi. Bowiem to dzięki nam, czterołapym, Mały Człowiek, urodzony w śnieżną noc, przetrwał ją. Kto użyczył mu żłobu? Kto podarował siana? Mleka? Kto ogrzewał? MY! Zwierzęta! A w podzięce dostaliśmy jedną noc w roku, jedną noc, w której ludzie słyszeli nasze rozmowy. Ta noc dała nam możliwość pokazania ludziom, że nie jesteśmy od nich tak gorsi/głupsi. Psy skorzystały na tym najbardziej. Będąc najbliżej człowieka najszybciej znalazły sposób porozumiewania się nie tylko w tą jedną Noc. Choć tak naprawdę minęło wiele, wiele lat, zanim psy zostały ogłoszone najlepszymi przyjaciółmi, to od tamtej jednej Nocy, z roku na rok, z dnia na dzień było zazwyczaj lepiej. A dziś? Dziś większość z was ma swoje rodziny. Jesteście kochani, rozpieszczani. Dlatego świętujcie swoje pierwsze Święta! Cieszcie się życiem i prezentami. Ale pamiętajcie – nic za darmo. W zamian za ludzką miłość, jedzenie, spacery i wygody, musicie być grzeczni! Nie wolno zjadać kapci! Nie wolno załatwiać się w domu! Nie wolno szczerzyć kłów na człowieka! I najważniejsze...nie wolno bałaganić! - mówiąc z początku cicho, stary kot prawie krzyknął na końcu, szczeniaki podskoczyły. Rozejrzały się wokół, zauważyły ślady na dywanie, rozpuszczający się lód. Spuściły głowy zawstydzone

- Wujku, nie chcieliśmy nabałaganić! - mówiły chórem, a Stary Kot patrząc z wesołą iskrą w oku kiwał tylko głową. Sam kiedyś był młody...a kociaki od szczeniąt tak bardzo się nie różnią...

- Już dobrze maluchy. A teraz czas na obiad! Musicie być pełne sił. Idą święta, a to bardzo męczący czas. Tyle wrażeń...i prezentów! Ale jak chcecie dostać podarunki pamiętajcie musicie być grzeczne!

- TAK JEST WUJKU KOCIE! - zawołały radośnie, a potem najmłodszy z nich biegał po pokoju i krzyczał – Idą święta!
*
Święta. Rodzinna atmosfera. Kolacja wigilijna na stole. Świeczki się palą. Choinka rozświetlona przez lampki kreśli barwne wzory na ścianie. Pod drzewkiem pełno prezentów. Pudła małe i duże, każde w kolorowym papierze i z postrzępionymi wstążkami. Jedno z nich trochę się kolebie. Niecierpliwi się, chce już zostać rozpakowane! Mała dziewczynka zauważa ruch niesfornego pudełka. Pyta rodziców, dlaczego ono nie stoi jak inne? Nie odpowiedzieli. Najpierw kolacja.

Posiłek dobiegł końca. Naczynia posprzątane, stół czysty z ciastem po środku. Świeczki powoli się dopalają. Czas prezentów nadszedł! Mała dziewczynka podbiega do ruchomego pudła, otwiera wieko i zamiera z zachwytu. Ze środka wyskakuje małe psie dziecię. Czarne futerko, nastroszone, brązowe duże oczy patrzące wesoło, ale z nutką niepewności. Pisk radości – pies, pies! I zabawa przez następne kilka minut. Szczeniakowi spodobały się wstążki, dziewczynce udzieliła się jego radość. Inne prezenty się nie liczyły. Po wspólnej zabawie obie duszyczki poległy na dywanie. Zasypiając bok w bok. Najlepsi przyjaciele...
- To o tym mówił Wujek Kot, to jest rodzina, święta i magia. Teraz rozumiem. - myślał sennie szczeniak. To jest moje życie. 
Śnieg topniał, zima powoli zbierała się do odwrotu. Pies patrzył smętnie przed siebie. Nie był już mały, urósł i już dawno przerósł Wujka Kota, który kiedyś wydawał mu się tak wielki. Patrzył w drzwi domu i wspominał opowieści matki i wujka, rodzeństwo. Zastanawiał się, gdzie oni teraz są? Czy tak jak on czują ciężar łańcucha i samotności? Czy oni też widzą zamknięte drzwi, a przez okna swego przyjaciela, do którego nie mogą dojść? Czy tylko on tak ma? Przecież wujek kot mówił... może on się mylił? Może ludzie wcale nie chcą rozumieć psów, nie chcą by były blisko. Pies zaskamlał. Zaszczekał..zaczął wyć z bólem serca. Za wycie dostał jakimś starym butem po głowie. Nikt nie słyszał już jego płaczu. Gdy zaczął padać zimny deszcz schował się do budy. Zwinął w kłębek i wspominał te pierwsze miesiące ze swoją przyjaciółką. Śniąc piszczał..
*
Pewnego dnia łańcuch został odpięty. Z nadzieją w sercu pies ruszył za człowiekiem. Wsiadł do samochodu. Po parunastu minutach wysiadł z niego, oniemiały przestrzenią wokół siebie. Poczuł, że obroża się odpina. Zaczął biegać, jak szczeniak po polanie i łapać wiatr w pysk. Szczekał radośnie na przelatujące ptaki. Lecz po chwili stanął oniemiały. Samochód ruszał! Bez niego! Znikła radość, zastąpiła ją trwoga. Pobiegł co sił w łapach za autem, nie miał jednak szans go dogonić, Jego rodzina go porzuciła. Zostawiła samego...w obcym miejscu....Usiadł na środku drogi i zawył. Tego wycia nie zapomni nikt, kto usłyszał...wycie z głębi serca porzuconego, niekochanego psa.
*
Nie zostało mu już nic. Nie miał nawet roku, a już miał dość życia. Czuł się jak psy z opowieści Wujka Kota. Te niechciane, niezrozumiane, które kochały człowieka miłością bezgraniczną, a zamian dostawały baty, obgryzione kości i dziurawe budy...Wujek Kot się mylił. W świecie nic się nie zmieniło.
*
Czasem, gdy wejdzie się w Południowy Las na skraju miasta słyszy się wycie psa.. Ciche, dobiegające od strony starej drogi. Jednak na drodze nigdy nikogo nie ma. Wystarczy na niej stanąć a niesiony wiatrem dźwięk milknie. Niekiedy ujrzeć można jeszcze cień znikający za drzewami, ale nigdy nie ma śladów łap....
Żaden zwierzak nie jest rzeczą. Nie jest ozdobą trawnika. Każda z czterołapych istot (bądź posiadająca skrzydła) jest istotą czującą - tak jak my, ból, smutek, zniechęcenie...ale może też czuć radość, mogą być optymistami, wykazywać entuzjazm na swój sposób. Potrafią nas zarażać swą radością! Sprawiać, że nasze dni są lepsze, barwniejsze i trudno w nich odnaleźć nudę! Będą z nami jak długo życie im pozwoli, w chwilach dobrych i złych, a w zamian chca tylko jednego - być kochanymi członkami rodziny.

Kupić/adoptowac psa łatwo. Dać dziecku psa, nic trudniejszego. Ale zastanów się zanim dasz komuś psa/kota/chomika (i można by wymieniać) czy jesteś w stanie wziąść na swe barki odpowiedzialność za te stworzenia na lata? na dobre i złe?

Pies nie jest rzeczą! nie jest zabawką! nie można go wyrzucać jak śmieć, tylko dlatego, że dorośnie, albo nie ma z kim zostawić go na wakacje. Każdy zwierzak to członek rodziny...a jak mówi Lilo - Rodziny sie nie porzuca!


Więc zastanów się proszę zanim podarujesz komuś psa, zanim weźmiesz szczeniaka dla dziecka...zastanów się czy ten pies nie podzieli życia z tym psiakiem, który został wyrzucony jesienią w lesie. Ponieważ się znudził...Porzucony, ze złamanym sercem poddał się...chcesz taki los zgotowac kolejnej istocie?

Pies nie jest rzeczą. nie jest ozdobą, nie powinien być prezentem - chyba, że weźmiesz za ten "prezent" całkowitą odpowiedzialność.


Tylko my - ludzie, możemy sprawić, że słowa Starego Kota będą prawdą. 
Marzena Frątczak - Bremer