Wasabi - pies, który bał się bać[*] 8 maja 2014 r.

8.05.2014 r. 
Pożegnanie [*]

Wasabi...zjawił się u nas, jak zły duch. Nieokiełznany żywioł, którego ktoś tak spaczył, że siać mógł tylko zniszczenie i strach. Przyniósł ze sobą nienazwaną trwogę i dzikość...
Jednak w całej gamie tego zła, kryła się szczenięca radość. Uciśniona, stłamszona przez złego człowieka. Dawała ona o sobie znać, gdy była obok niego jedna istota, którą Wasabi wielbił, Edyta. Iskra radości w jego niepewnym spojrzeniu, była może kroplą w morzu, ale za to jaką kroplą!
Głuchy warkot, niczym wilcza mowa, rozbrzmiewał na jej widok coraz rzadziej, zastępowany był popiskiwaniem i radosnym stukaniem pazurków po drewnie. Ogon coraz częściej machał z radością, a na widok piłeczki...Wasabi stawał się innym psem.

Nieokiełznany żywioł, spaczony przez człowieka. Pokochał tylko jedną osobę. Resztę ludzkiego społeczeństwa traktował jak zło – zło, które należy zwalczać złem...jak ogień, ogniem.

Czas w naszym przytulisku dał Wasabiemu jakiś marny substytut domu. Mimo to zdawałoby się, że jest tu szczęśliwy – był bezpieczny, nikt nie krzyczał na niego, nie uwiązywał go, nie stosował przemocy. Poznawszy co to spacer, czekał każdego dnia na tą chwilę, gdy Edyta pojawiała się ze smyczą. Czekał...a potem szedł łapa w nogę – obok „swojej” pani.

Nadal pozostawał psem nieadopcyjnym. Nie tolerował nikogo innego. I tak miało pozostać do końca...

Niestety koniec nadszedł szybciej niż ktokolwiek by się spodziewał. Czy zawinił Wasabi? NIE! Nie zawiniliśmy również my. Zawinił człowiek, który tak spaczył psa...psa, który chciał kochać, a dostał jedynie nienawiść.
Wasabi zaatakował swoją opiekunkę. Nie chciał. Zareagował instynktownie. Była to reakcja na „obcych” stojących za kratą, niestety była to reakcja tak skrajnie agresywna, że Wasabi musiał trafić na obserwację do weterynarza.

Decyzja o uśpieniu nie była łatwa, gdyby to od nas zależało Wasabi dalej by z nami był. Bo kimże jesteśmy by podejmować decyzję o życiu i śmierci? Niestety Wasabi stwarzał duże zagrożenie, co by było gdyby uciekł? Zaatakował, kogoś jeszcze?
Po raz pierwszy trafił do nas pies, którego agresja przerażała wszystkim. Pies, który pomimo naszych starań, pracy z nim, nie stawał się mniej agresywny. Pies, który zaakceptował tylko jedną osobę, a i ją zaatakował, poważnie raniąc w rękę.
Nasz Wasabi, dziecięca dusza, stłamszona przez człowieka, odszedł za Tęczowy Most. Z nami jednak zawsze pozostanie. Wraz z przeświadczeniem, że nie był złym psem, był spaczonym duchem, którego pomimo wszystko, wielu kochało. 
Imię: Wasabi
Trafił do nas: 17 września 2013 r
wiek: ok 1.5 roku
wielkość: duży, ok 30 kg
stosunek do dzieci: dom bez dzieci
stosunek do psów: różny
stosunek do kotów: nieznany
Nie spoglądaj mi w oczy. Nic dobrego w nich nie ujrzysz.
Nie nastawiaj uszu – dobrego słowa ode mnie nie usłyszysz.
Nie..nie wyciągaj ręki – na jej widok ukażę me zęby.
Nie stawaj obok mnie, nic dobrego z tego nie będzie.

Czekaj...masz piłkę w ręce?
Poczekaj...ta piłka dla mnie w prezencie?
Proszę, nie trzymaj w niepewności,
podarujesz mi odrobinę radości?

A teraz odejdź!
Odejdź nim zgubię się w sobie,
zrobię coś czego nie chce..
krzywdę Tobie i sobie.

Ja zły nie chce być.
Nie chce jeżyć sierści,
nie chce szczerzyć kłów,
kłapać zębami nie chce na Twą rękę,
Ale nie potrafię inaczej,
trwożliwe jest me serce.

Człowieku nie ufam Tobie.
Nie ufam również sobie.
Więc odejdź, zostaw mnie w spokoju.
Zostaw mi piłkę – jedyny znak pokoju.

Nie spoglądaj mi w oczy,
nic dobrego w nich nie ujrzysz...
zagubioną duszę, smutek samotny,
lęk przed ludźmi i strach pierwotny....

Jam bowiem jest pies zgubiony,
odejdź ode mnie, zostaw w spokoju,
Zapomnij o mnie.
Nie jesteś w stanie mi pomóc.

Marzena Frątczak - Bremer

Wasabi. Pies, młody, piękny, którego całe życie jest przed nim! Prawie całe...gdzieś umknęły pierwsze dwa lata. Z początku pewnie był to czas cudowny. Ktoś się z nim bawił, kochał go...dni mijały na zabawie piłką, bieganiu, a potem wspólnym odpoczynku.

Z początku...szczeniakiem będąc miał rodzinę – musiał mieć! Nikt ot tak siebie nie kocha piłek, tak jak Wasabi. One coś dla niego znaczą. Piłka..zwykła kortówka, to jedyna rzecz, która powoduje „uśmiech” u tego smutnego psa. Wasabi jest niepewny, boi się, a na swój lęk zna tylko jeden sposób – agresja.
Coś musiało złego stać się w jego życiu, coś, albo ktoś spowodowało, że Wasabi nie radzi sobie z emocjami. Potrzebuje dużo czasu by zaufać obcemu, nam jeszcze nie do końca ufa i zdarza mu się kłapnąć zębami. Już z daleka potrafi szczekać na człowieka, kiedy tylko widzi, że się zbliża.
Mimo wszystko wierzymy, że Wasabi wyjdzie na prostą. Wierzymy, że nam zaufa, a potem już będzie tylko lepiej...Wasabi odgania od siebie ludzi, ale w głębi serca, chce się do nich zbliżyć, tylko nie wie jak. 
W tej chwili jego przyjacielem jest tylko zwykła kortówka..prezent od człowieka...

21.10.2013 r.
Wasabi wie, co to smycz. Nie boi się jej, wręcz przeciwnie - uważa, że świetną zabawą jest przeciaganie się nią! Jednak zbyt ostrożna natura tego młodego psa, nie pozwala mu na oddanie się chwili i zabawę z człowiekiem. Mimo wszystko wierzymy, że to dobry znak - i milowy krok do przodu w socjalizacji Wasabiego. Pies bowiem nadal niepewnie reaguje na obce, a nawet znane osoby. 
Ile złego musiał przejść?
Wasabi po lekkim strzyżeniu, 20 paździenika 2013 r.
11.03.2014 r.
Wasabi dalej z nami i nic nie wskazuje na to by w krótce było inaczej. To wciąż ten sam, lekko pogubiony pies, ale powoli...bardzo powoli jego zachowanie zmienia się na lepsze. Opiekunce pozwala już głaskac się po pyszczku, zdaje się, że mu się to nawet podoba! Nadal nie przepada za uwiązaniem, ale chyba zrozumiał, że lepsze to niż siedzenie tylko w kojcu.